Rozpoczęliśmy dzień śniadaniem w atrium pensjonatu...z kawą!...rozpuszczalną ;( Wypoczęci wskoczyliśmy na wypożyczone motory ( 335PHP + benzyna 170 PHP) i wyruszyliśmy zwiedzać południe wyspy.
Pierwszy przystanek - rezerwat tarsierów - małe małpeczki, choć szaleją głównie nocą, oczarowały nas kompletnie. Wyglądały jak małe gremlinki a przewodnik wprowadził nas w szczegóły ich zycia - świetne miejsce.
Następnie trafilismy do rezerwatu motyli i tu rozgadany przewonik opowiedział nam ze szczegółami o życiu, kopulacji, fazach rozwoju itp. motylego zycia - było zadziwiajaco interesująco;)))
Teraz długa i zawiła droga do Czekoladowych Wzgórz - ukazały się naszym oczom wielkie kopce kretów, które o zgrozo! jeszcze nie były brązowe - za szybko o jakiś miesiąc! a niech to! Między pagórkami ścieliły się pola ryżowe. Z tarasu widokowego - udekorowanego jak mały disneyland - można zrobić piękne zdjęcia (najlepiej każde w tej samej pozie patrząc na turystów;)))
Tyłki już nas troszkę bolały ale zdecydowaliśmy, że nie odpuścimy i zdobędziemy jeszcze białe plaże. Okupiliśmy to wyboistymi drogami i bardzo nadwyrężonymi dolnymi częściami pleców. Plaża jednak była wspaniała, piasek jedwabisty i wszędzie leżały białe muszle i korale. Co więcej - jakieś dwieście metrów od brzegu , zanurzając głowę , można było oglądać rafę koralową!
Wracając mieliśmy kolejną przygodę. W motorze chłopaków zabrakło paliwa. Jeden z nich skoczył do pobliskiego spożywczego i zakupił dwa litry benzyny w butelce po coca coli , transportując to za paskiem swoich spodni;))). Butelkę zwróciliśmy;)
Do miasta dotarliśmy już po zachodzie słońca czyli po 18:00 - wykończeni zjedliśmy jeszcze kolację w porcie ( Kolega próbował słynnego baluta;) zasnęliśmy snem kamiennym i szczęśliwym;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz